Jak nie zwracać dotacji UE – czyli walka do samego końca

Mateusz Toruń        04 listopada 2016        Komentarze (0)

Dzisiaj opiszę Ci sytuację sprzed kilku miesięcy. Mogę to zrobić dlatego, że sprawa niedawno znalazła ostatecznie swój pozytywny finał.

Jest koniec maja 2016 r. Za kilka dni biorę ślub. Wszystkie inne sprawy odsunięte na dalszy plan. Zostało jedynie kilka dni do imprezy, a jeszcze tyle rzeczy do zrobienia. I wtedy dzwoni telefon. W słuchawce słyszę „Dzień dobry Panie Mateuszu! Pana numer mam od Rafała. Wiemy, że zna się Pan na kwestiach prawnych związanych z dotacjami. Mamy ogromny problem z naszym projektem. Wiem, że za kilka dni bierze Pan ślub, ale czy może Pan nam pomóc? Sprawa jest gardłowa. Czy możemy się spotkać?”.

W głowie pojawia mi się dobrze znana myśl – kolejne wyzwanie…. to coś dla mnie 😉

Szybko umawiam się na spotkanie podczas, którego poznaję szczegóły tej „gardłowej sprawy”. Okazuje się, że problem naprawdę jest poważny. Mianowicie, firma zrealizowała w latach 2013 – 2015 projekt edukacyjny. Projekt ten był wielokrotnie kontrolowany. Wprawdzie były drobne uchybienia, ale nigdy nie miały one konsekwencji finansowych. Aż do pewnego momentu. Ostatnia kontrola zarzuciła rzekome nieprawidłowości, które w ocenie członków zespołu kontrolnego winny skutkować uznaniem niekwalifikowalności blisko 200 tysięcy złotych (ponad 40% wartości uzyskanego dofinansowania).  Takie jest też oficjalne stanowisko końcowe. Dla tej firmy to GAME OVER!

Zaczęła się gra nerwów oraz wymiana pism. Urząd nie daje za wygraną. Żąda zwrotu blisko 200 tysięcy złotych. Argumenty o braku podstaw prawnych takiego postępowania nic nie dają. Zero logiki. Jedynie konsekwentne wezwania do zapłaty ww. kwoty straszące „…wszczęciem postępowania administracyjnego w celu przymusowego wyegzekwowania środków uznanych za niekwalifikowalne… ”.

Firma oczywiście nie posiada takich środków. Jest to okres przestoju w realizacji projektów UE. Firma walczyła o przetrwanie. A teraz jeszcze te 200 tysięcy złotych do zwrotu! Sprawa wygląda tragicznie. Pojawia się wizja upadłości. Jest dylemat – zadłużyć się i zwrócić środki czy nie i walczyć dalej. Ryzykujemy wszystko. Niezwrócenie środków i decyzja na naszą niekorzyść będą oznaczać kilkuletni zakaz ubiegania się o zamówienia finansowane ze środków publicznych. Być albo nie być! Z jednej strony ogromny problem…. z drugiej zaś wielkie wyzwanie!

Proszę o przesłanie kompletu dokumentacji sprawy…. kilka segregatorów…. setki stron! Zaczynam gruntowną analizę pism pokontrolnych, protokołów i notatek z wizyt monitorujących, korespondencji, interpretacji itp. To coś dla mnie. Jestem w swoim żywiole! Z jednej strony ogromne ryzyko – z drugiej zaś szansa na duży sukces.

Moja pierwsza konkluzja? Nie zwracamy środków. Będziemy walczyć! Opracowuję pismo, w którym odmawiamy zwrotu wskazanej kwoty z uwagi na bezprawność działania zespołu kontrolnego w sprawie. Negujemy poczynione w sprawie ustalenia i oparte na nich wnioski. Bronimy się!

Urząd wszczyna postępowanie administracyjne. Zaczyna się gromadzenie dowodów w sprawie….  zeznania świadków, oględziny miejsc, w których realizowany był projekt itp. Sprawa się komplikuje. Czas na pierwsze przesłuchania. Widząc rozwój zdarzeń przechodzimy z obrony do ataku. Uczestniczę w przesłuchaniach. Konsekwentnie kwestionuję podstawy prawne działań oraz doświadczenie i wykształcenie członków zespołu kontrolnego. Wskazuję na nieprawidłowości wniosków wysnutych w oparciu o zebrany w sprawie materiał. Potocznie rzecz ujmując – uważam, że sprawa nie trzyma się kupy!

Przeciąganie liny trwa ponad trzy miesiące. W tym czasie uczestniczę w kilku przesłuchaniach ponad 30 osób. W tym członków niesławnego zespołu kontrolnego i urzędników z wydziału kontroli i egzekucji.

W końcu urząd zamyka postępowanie dowodowe. Przygotowuję pismo końcowe, w którym zbieram w całość poczynione w toku postępowania dowodowego ustalenia i nasze stanowisko w sprawie. Podkreślam okoliczności przemawiające na naszą korzyść jednocześnie negując i marginalizując te pozostałe. Nie ustępujemy na krok! Nie możemy… nie stać nas na to!

Zaczyna się czas oczekiwania na wydanie decyzji przez organ pierwszej instancji…. chyba jedne z najdłuższych dwóch tygodni w moim życiu.

Po kilkunastu dniach otrzymuję maila… jest pusty… jedynie tytuł „skan decyzji” i załącznik.  Otwieram… blisko 40 stron pisma. Z niemałym stresem zaczynam czytać sentencję „…  wydaje decyzję, w której zobowiązuje Beneficjenta do zwrotu ….”. Tu wstrzymuję oddech i czytam dalej „… 4 tysięcy złotych”. Tak, tylko 4 tysiące złotych! Na twarzy pojawia mi się ogromny uśmiech. Zwycięstwo! Właśnie udało mi się obronić blisko 98% (dziewięćdziesiąt osiem procent) środków uznanych pierwotnie za niekwalifikowalne!! Wygrana na całej linii!

Nie minęło 5 minut – odbieram telefon. Dzwoni Pan Prezes Zarządu Spółki. Jest w siódmym niebie. Podobnie jak ja 😉

Czego tym razem się nauczyłem?

  1. Nie ma spraw z góry przegranych – są sprawy ciężkie i wymagające (czasem na pierwszy rzut oka nawet beznadziejne), ale zawsze można coś ugrać – zawsze;
  2. Im trudniejsza sprawa tym większa satysfakcja z sukcesu;
  3. Aktywne uczestnictwo w sprawie (szczególnie w przesłuchaniach świadków) na etapie przedsądowym pozwala ugrać naprawdę bardzo dużo 😉

Na koniec pragnę zaznaczyć, że firma przetrwała. Obecnie realizuje kilkanaście nowych projektów na terenie całej Polski. Jest także jednym z moich najlepszych stałych Klientów 😉

Wskazana sprawa była jedną z najbardziej wymagających i skomplikowanych w mojej karierze. Ale dzięki niej naprawdę bardzo dużo się nauczyłem. A to chyba najważniejsze. No i mój telefon poszedł „w eter” wśród realizatorów projektów UE 😉

 

{ 0 comments… add one now }

Leave a Comment

Previous post:

Next post: